- Ja mam tego dość - oświadczyłam stanowczo - Uszami mi ta cała zbrodnia wychodzi i przestaję się nią tresować. Niech się dzieje, co chce, Alicja, zmieńmy - A właśnie - powiedziała z zainteresowaniem Alicja - A co z tym Prokuratorem? Ty go podrywasz czy on ciebie? Ładny chłopak, podoba mi się, tylko dla mnie za sztywny. .

Dnia Craig Osbourne spędził w centrali DSS. Dopiero wieczorem udało mu się wyrwać i o siódmej przyjechał do kliniki w Hampstead. Strażnik nie otworzył mu bramy. - Słucham pana, sir? - spytał przez kratę.. - Co pani? Pani myśli, że ja mu to dam? Ma mnie pani za głupią? Jemu jest potrzebna pożyczka i ja mu to pożyczę pod bardzo dobry zastaw. Nie ma obawy, już mi to nie zginie. Przyjrzałam się Jadwidze. Miała zaciętą twarz i twardy wyraz oczu. Tak, dla dobra dziecka była zdolna do wszystkiego. Nie miałam najmniejszego zamiaru potępiać jej za te machlojki, przeciwnie, życzyłam jej wszystkiego najlepszego. Ale równocześnie jej zwierzenia zaczęły mi się kojarzyć z innymi wiadomościami na temat śmierci Tadeusza i wiedziałam, że to nie koniec rewelacji. - I teraz musi mi pani pomóc - powiedziała stanowczo. - Nikt się o tym nie może dowiedzieć. - No to niech się pani wypiera. Jadwiga niecierpliwie machnęła ręką. - E tam! Nie o to chodzi. Niech mi pani powie, skąd oni wiedzą o tym samochodzie. Nie zamierzałam jej mówić całej prawdy. Zastanowiłam się. - Kto jeszcze wiedział o tym oprócz pani? Przypadkiem nie nieboszczyk? - To już się pani domyśla, co? - powiedziała Jadwiga ponuro i bez zdziwienia. - On miał odpis dokumentu kupna i sprzedaży. Zgadł wszystko, jakby był przy tym. Szantażował mnie. - A co się z tym odpisem stało?. - Cholera z gołębiami - zasyczał parobek i wlazł za sieczkarnię. Ksiądz z progu stodoły spojrzał ku wrotom. Uderzył laską w dyle. Śnieg zsypał się z zaciosów. 70. - Kimkolwiek on jest - rzekł Fabrizi - musi być bądź co bądź człowiekiem niepospolitym, jeśli zdołał zyskać wpływ na takich dwóch praktycznych ludzi jak Martel i Duprez. Signora Bolla, co pani o tym sądzi?. Lavinia dowiedziała się również, że oprócz gaży wyrażającej się cyfrą o sześciu zerach, Ray dysponował pokaźnym majątkiem osobistym, że kupił sobie willę na Long Island oraz łódź motorową, która nazywała się Golden Star. Spędzał na Long Island każdy weekend i każdy dzień wolny od pracy. Codziennie, o tej godzinie, o której stateczek O'Neilla eksplodował, powodując śmierć Boba, Ray podjeżdżał swoją off shore na miejsce katastrofy i rzucał do wody różę, tylko jedną czerwoną różę. Lavinia po kryjomu sfotografowała Raya z różą w dłoni klęczącego pod pomnikiem w Los Angeles. Podobnie postąpiła w Nowym Jorku, fotografując go, kiedy wrzucał różę do morza na Long Island. To jej wszakże nie wystarczyło. Nie było niczym szczególnym, że Bob i Ray utrzymywali osobliwe stosunki. Wiedziano powszechnie, iż sypiali również z dziewczętami. Biseksualizm rozpowszechniał się w Hollywoodzie. Ten aspekt ich życia nie był istotny. Przeszłość Boba również nie stanowiła tajemnicy. Lavinia zaczęła przeszukiwać nowojorskie śmieci. Bob nie figurował w kartotekach policyjnych, mimo że żył przez pewien czas z prostytucji i występował w filmach porno. Kontynuowała swe poszukiwania i obeszła szpitale. Było wprost niemożliwe, aby Bob nie zaraził się jakąś chorobą weneryczną. Nie uzyskała jednak potwierdzenia swoich przypuszczeń. Zaczęła okazywać oznaki zniechęcenia. Zamierzała już wycofać się z walki, kiedy sensacyjne odkrycie dodało jej nowych sił. W jednym ze szpitali na Brooklynie znalazła kartę choroby szesnastoletniego chłopca nazwiskiem Phil Flynn, którego wyleczono na zapalenie płuc, będącego następstwem AIDS. Ozdrowieniec uciekł nie zostawiając adresu. Pielęgniarki prowadzące kartotekę nigdy się nie domyśliły, że młody chłopak z Nowego Jorku jest sławną gwiazdą Hollywoodu. Dopiero przyjrzawszy się zdjęciom wielkiego aktora stwierdziły ze zdumieniem, że Phil i Bob Flynn są jedną i tą samą osobą. Lavinia Parker była niezrównaną specjalistką w dziedzinie reklamy. Książka ujawniająca tak pilnie strzeżoną tajemnicę zdobyłaby olbrzymi rozgłos i stałaby się zapewne bestsellerem. Ale do jej układanki brakowało jeszcze ważnych elementów. Ilekroć chodziło o dobry interes, nie miała najmniejszych skrupułów. Stworzyła już kilka hipotez dotyczących śmierci O'Neilla. Jako osoba odpowiedzialna za reklamę należała do jego bliskich współpracowników. Zauważyła powolne pogarszanie się jego zdrowia. Na pewno cierpiał na poważną chorobę. Czy pod pozorem zamachu nie kryło się samobójstwo? Lavinia zabiegała o pozyskanie zaufania Daisy Nicholls, dawnej sekretarki O'Neilla. Okazywała jej ostentacyjną sympatię i chwaliła jej zalety. Zaprosiła ją kilkakrotnie na obiad i zaproponowała nawet lepiej płatną posadę w Agencji "Jameson, Irvong i Parker". Daisy pochlebiało serdeczne zachowanie Lavinii, osobistości znanej w świecie showbiznesu, zachwycała ją perspektywa pięknej przyszłości, otworzyła się więc, jak kwiat egzotyczny, który rozchyla kielich, gdy tylko słońce ukaże się na horyzoncie. Lavinia skorzystała z dobrego samopoczucia Daisy, żeby z nią melancholijnie pogadać o wielkim reżyserze. - Na krótko przed śmiercią stał się cieniem energicznego, dynamicznego, pełnego inicjatywy człowieka, jakim był niegdyś. Twarz miał wychudłą. . . Sekretarka westchnęła. - Nigdy nie mówił o stanie swego zdrowia. Pewnego dnia Spase, jego najlepszy przyjaciel, zwrócił uwagę na to, że mizernie wygląda. "Zeszczuplałeś. Kiepsko się czujesz?" Mister O'Neill odpowiedział mu ze zwykłą sobie ironią: "Pilnuj swego nosa, Frank! W moim wieku nie mogę mieć pyzatej buzi niemowlęcia!" Biedaczysko ostatnio pijał tylko mleko i żywił się owocami. . . Lekarze budzili w nim lęk. Mawiał, że są szarlatanami. - Nie miał wśród nich kogoś zaprzyjaźnionego? - zapytała Lavinia z bijącym sercem. Daisy potrząsnęła głową z powątpiewaniem.. Ginie wszystko. Ten człowiek był podporą dla tylu ludzi, ale.